Długo nic nie pisałam - sesja, ferie, wyjazdy, a głównie rozmijanie się z Karolcią i Myrią, które robią zdjęcia :). Wróciłyśmy do Warszawy i można wznowić blogowanie :).
Wyszłyśmy dziś pod charakterystyczne kino Muranów. Karolcia stwierdziła, że mój czarny ubiór doskonale pasuje do plakatu Ludzi Boga, na którym zresztą jeszcze nie byłam, ale wybiorę się z pewnością :). Trapiści są czarno-biali (jak dominikanie :)), a ja cała czarna. Nabożną konwencję przełamuje nienabożna (jak to mawia moja współlokatorka Martuszka) długość swetra odsłaniająca nogi. O zgrozo!
To jest śmieszne - wygląda, jakbym chowała się za plecami tego zakonnika przed tymi, którzy siedzą na wprost:
Sweter-sukienka długo leżał w szafie, zanim zaczęłam go nosić. Musiało upłynąć trochę czasu, bym dobrze poczuła się w tego rodzaju rzeczach. Kupiłam go parę lat temu za jakieś nędzne 3 złote w lumpeksie w Bydgoszczy, którego już dawno tam nie ma. Wtedy nie wiedziałam, czy go kiedykolwiek założę, ale stwierdziłam, że skoro to tylko 3zł to nic nie stracę, jeśli go wezmę. I dobrze :). Dzięki temu mam jakąś różnorodność w szafie pełnej rozkloszowanych sukienek i spódnic :).
Kwiecista torba pochodzi z kolei ze Stanów. Kupiłam ją w jakiejś małej mieścinie w niezwykłym sklepie - był to całoroczny sklep bożonarodzeniowy. Weszłam tam w środku sierpnia z upalnego dnia i owionął mnie grudniowy aromat pieczonych jabłek i kandyzowanych pomarańczy. Poczułam się jak urwana z choinki - co dobrze wpasowało się w temat :). Czując się bardzo dziwnie, rozejrzałam się po tym sklepie i wyszukałam coś dla siebie. Torby na szczęście nie były w choinki :).
sweter - sh
buty - Tamaris
torba - ?
rękawiczki - KappAhl
kolczyki - Bijou Brigitte
broszka - Atmosphere